piątek, 5 lipca 2013

3. Three

za tłumaczenie dziękuję kochanej @asgfdyui xx


Zatrzymaliśmy się w domu. Był on ukryty między drzewami i znajdował się na skraju lasu.
 To był piękny dom.
- Gdzie jesteśmy? – zapytałam.
- Nie pytaj mnie o to.
Przeniosłam wzrok na moje stopy.
- Przepraszam – wymamrotałam.
Jego palec powędrował pod moją brodę. Podniósł moją głowę do góry tak, że patrzyłam w jego oczy. Musnął lekko moje usta. Nie śmiałam się mu przeciwstawiać, nawet jeśli tego chciałam. Odsunął się i rozpiął mój pas. Uderzył mnie w twarz.
- Nawet nie próbuj uciec. Nie chciałabyś wiedzieć co bym z tobą zrobił gdybyś uciekła.
Jego oczy były czarne ze złości. Wiedziałam, że mówił poważnie. Zauważyłam jak wyskoczyły mu żyły na szyi.
- Kocham Cię Addie, ale zabiję cię, jeśli będę musiał.
Zacisnął zęby.
- Rozumiesz mnie? – zapytał jak rodzic.
Skinęłam ze strachem głową.
Zsunął się z mojego fotela i stanął obok drzwi. Jason podszedł do mnie trzymając torbę.
- Co to?
Przewrócił oczami wzdychając.
- Addison nienawidzę jak zadają mi pytania. Przestań mnie pytać o cokolwiek. – stwierdził.
Udaliśmy się do środka domku. Nadal miałam na rękach kajdanki, które z każdym ruchem raniły moją skórę. Jęknęłam z bólu.
- Jason, mógłbyś…
Ręka Jasona uderzyła mnie ponownie w twarz. Moje włosy opadły na boki. Pisnęłam z bólu.
- Ostrzegałem cię Addie, żebyś nie zadawała mi tych pieprzonych pytań. – krzyknął.
Łzy spłynęły po moich policzkach.
- Przepraszam – wyjąkałam. – Nie zadam ci już żadnego pytania, przysięgam.
Wytłumaczyłam mu. Po prostu nie chcę znowu dostać w twarz.
Wyciągnął rękę i cofnął się trochę. Westchnął.
- Nie mam zamiaru cię znów uderzyć, kochanie.
Założył kosmyk moich włosów za ucho. Ujął moją twarz w swoje ręce i pocałował mnie delikatnie. Oddałam pocałunek. Wiedziałam co by się stało gdybym tego nie zrobiła…
Odsunął się i oparł swoje czoło o moje.
- Kocham Cię – przerwał.
- Też Cię kocham.
Sięgnął do kieszeni. Wyjął z niej kluczyki i zdjął mi kajdanki. Przetarł moje nadgarstki i spojrzał na drobne skaleczenia, które miałam.


Jason poprowadził mnie na górę do pokoju. Został on urządzony w taki sam sposób mój pokój w akademiku. Dokładnie tak samo. Obserwował mnie. Czułam się niebezpiecznie. Jak długo on mnie obserwował? Dlaczego mnie porwał? Co się stało z moim Jasey? I nie śmiałam go o to zapytać, bo wiem, co by się stało, gdybym to zrobiła. Stałam obok łóżka. Usiadłam na nim i spojrzałam na Jasona.
 - Nie uciekaj, nie odpowiadaj i nie zadawaj pytań - westchnął podchodząc do mnie.
 Pochylił się nade mną.
- Chciałaś żebyśmy byli razem na zawsze, więc teraz będziemy - szepnął mi do ucha. Zamknęłam oczy. Kiedyś chciałam żebyśmy byli razem, teraz tego żałuje. Pocałował mnie w policzek i wyszedł. Czekałam, aż usłyszałam jego kroki na korytarzu. Położyłam głowę na poduszce i zaczęłam szlochać.
Leżałam i czekałam. Słyszałam głosy, głosy innych chłopaków. Bałam się, że jeśli bym wstała wpakowałabym się w kłopoty i Jason musiałby mnie "ukarać". Kiedy Jason pierwszy mnie zostawił często myślałam o tym aby wrócił do mnie. Wyobrażałam sobie, że mnie znajdzie i uciekniemy razem. Chciałam aby się to wydarzyło, ale teraz po prostu chcę wrócić do domu. Anne prawdopodobnie się o mnie martwi. Ktoś musiał zauważyć, że mnie nie było. Co on zrobi, gdy ludzie zaczną mnie szukać? Usłyszałam zbliżające się kroki. Zamknęłam oczy udając, że śpię.
Drzwi otworzyły się. Kroki były coraz bliżej. Poczułam jego usta na moim czole co automatycznie spowodowało miłe łaskotanie w moim brzuchu. Byłam zakochana w Jasonie, ale w tym starym Jasonie. Nie w tym potworze.
- Przestań udawać – powiedział ze śmiechem.
Otworzyłam oczy.
- Nie udaję, po prostu staram się usnąć.
Przewrócił oczami.
- Addie, znam cię, nie możesz mnie okłamywać.
Nie mogłam się z nim spierać. Znał mnie.
- Nie kłamałam, ja po prostu rozciągnęłam trochę prawdę.
Uśmiechnął się. Ziewnęłam, umieszczając rękę na ustach. Jason wśliznął się do łóżka obok mnie. Owinął ręce wokół mojej talii i położył głowę w zgięciu mojej szyi. Pocałował ją delikatnie. Westchnęłam. Położyłam ręce na jego dłoniach.
- Pamiętasz, jak robiliśmy to, gdy byliśmy młodsi? – zapytałam i od razu tego pożałowałam, ponieważ jedną z zasad było nie zadawanie pytań.
 Zaśmiał się.
- Tak, kiedyś próbowałem się prześliznąć przez okno i spać z tobą co noc, kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić.
Zachichotałam.
- To wydaje się tak dawno temu.
 Zaśmiał się.
- To było dawno temu, kochanie - westchnął.
Miło było być w jego ramionach. Milion rzeczy biegało mi po głowie, ale nie mogłam o nic zapytać. Pocałował mnie w szyję po raz kolejny.
- Kocham cię - wymamrotał.
- Też cie kocham - odpowiedziałam.
 To nie było kłamstwo. Byłam zakochana w Jasonie, ale bałam się go bardziej niż wcześniej.

__________________________________________

Trzy rozdziały jednego dnia, haha.
Po prostu wyjeżdżam i chcę, żebyście mieli co czytać. c:
Iiiiiiiiiiiiiii...........
JASON OGARNIJ SIĘ CO?

2. Two

Czułam, że się ruszałam. Otworzyłam oczy i powoli zaczęłam się rozglądać. Byłam w samochodzie. Miałam zapięte pasy i skute ręce, więc nie miałam jak uciec. Samochód poruszał się szybko, ale nie przekraczał zbyt mocno ograniczeni prędkości. Znowu zamrugałam przez co wróciła mi ostrość obrazu. Zacisnął i rozluźnił szczękę. Jego usta były różowe. Wyglądały na miękkie i... Całuśne. Miał ładny nos i najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałam. Były nie do opisania. Nie chodziło o kolor, ale o to, co się w nich kryło. Widziałam w nich ból i gniew. Znałam go kiedyś. Znałam go.
- Przestań się na mnie patrzeć, Addison - nakazał. Nie zamierzałam słuchać kogoś, kogo nie znam.
- Kim jesteś i skąd znasz moje imię? - zapytałam. Zaśmiał się.
- Wiem, że wiesz mi jestem Addison, ale jeśli chcesz grać mogę grać z Tobą - jego głos był gruby i przerażający. Nie wiedziałam, co się ze mną stanie. Skręcił na stację benzynową.
- Po co tu jedziemy skoro masz wystarczająco dużo gazu?
Zignorował moje pytanie i pochylił się. Był tak blisko mnie, że czułam, jak jego usta ocierają się o moje. Spojrzałam prosto w jego kawowo-brązowe oczy. Czułam że coś mi się przypomina.


*flashback*

Siedem lat wcześniej...

- Jasey, zaczekaj
Biegł w stronę naszej kryjówki. Nasi rodzice zabierali nas do Kanady każdego lata. Jason i ja zbudowaliśmy domek na drzewie kilka lat temu. On nadal biegł w tym samym tempie. Walczył o utrzymanie się w nim, był taki szybki.
- Jasey - jęknęłam próbując dogonić rywala. Położyłam ręce na kolanach próbując złapać oddech.
- Mówiłam Ci, że masz poczekać - skrzywiłam się. Zaśmiał się.
- Przykro mi, że nie biegam w tempie ślimaka - powiedział pewny siebie.
- Nie jestem aż taka powolna - protestowałam. Kontynuował chichotanie.
- Właź do środka
Weszliśmy po drabinie, aby dostać się do naszego domku na drzewie.
Otworzył drzwi gdy tylko się do nich dostał. W naszym domku znajdowało się biurko, łóżko, mini lodówka, krzesła beanbag*, Xbox360** do gry i Wii***. Wszystko to było napędzane przez prądnice****. Położyłam się na łóżku, w czasie kiedy Jason opadł na workowy fotel. Złapał kontroler i zaczął grać w swoją grę. Zazwyczaj spędzaliśmy tu czas na rozmowie, ale nie byliśmy już tak blisko jak kiedyś i nigdy nie będziemy.
Właśnie skończyliśmy nasz pierwszy rok szkoły średniej. Jason był najpopularniejszym chłopakiem w szkole, gdyż wszystkie dziewczyny uważały, że jest uroczy. Także byłam popularna, ale także zazdrosna o te wszystkie dziewczyny z który flirtował i o wszystkie dziewczyny, które go lubiły. Jason nie był moim chłopakiem, więc nie mogłam sprzeciwiać się wszystkim dziewczyną, z którymi się umawiał. Wcześniej to robiłam, dlatego nie jesteśmy już tak blisko jak kiedyś.
- Jasey, nadal jesteś na mnie wściekły?
Przerwał grę, wzdychając.
- Nie bardzo, ale po prostu chcę wiedzieć, czemu tak bardzo zależy Ci na tym, bym nie umawiał się z tymi wszystkimi dziewczynami. To nie Twoja sprawa.
Spojrzałam w dół na moje palce i zaczęłam się nimi bawić. Westchnęłam.
- Jason, lubię Cię bardziej, niż jako tylko przyjaciela
Zrobiło się cicho. W końcu, spojrzałam na niego.
Stal pochylony nade mną. Jego kawowo-brązowe oczy spojrzały na mnie.
- Tez Cię lubię, Addison.
Poczułam się zawstydzona.
- Naprawdę?
Skinął głową i usiadł na łóżku obok mnie.

- Myślę, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie.

Zarumieniłam się, przez co wyglądałam jak pomidor.
- Jesteś moją na zawsze, dobrze Addie?
Spojrzałam na niego.
- Dobrze
Pocałował mnie w policzek. To sprawiło że czułam, jak mój żołądek wariuje.

*koniec flashbacku*


- Jasey... - wyszeptałam. Uśmiechnął się krzywo i usunął przestrzeń pomiędzy nami, delikatnie całując moje usta. To on, to był mój Jason. Czułam jak moje usta drżą a w brzuchu pojawiają się motylki. Mówili wczorajszej nocy nazwisko Jasona w wiadomościach. Jason którego znałam nie skrzywdziłby muchy, chyba że próbował skrzywdzić mnie. Wiem, że Jason nie chciałby mnie uderzyć, a potem zabrałby mnie stąd. Zaczęłam odciągać się od pocałunku, ale ujął moją twarz tak blisko, ze nie miałam jak tego zrobić. Zaczynałam czuć się nieswojo.
- Jason, przestań
On nie przestawał mnie całować. Skończyłam oddawać mu pocałunek.
- Pocałuj mnie - nakazał.
Pokręciłam głową ze strachem. Jeśli Jason był w stanie mnie porwać, to nie zawaha się, by mnie zranić. Miała racje, gdyż jego dłoń weszła w kontakt z moim policzkiem. Moje włosy opadły na dół po bokach. Czułam ogień na policzku. Łzy otaczały moje oczy. Jego za to były czarne i złe.
- Addison, kocham Cię, ale musisz nauczyć się szacunku do mnie w prosty lub przykry sposób. Rób, co mówię - nakazał przez zaciśnięte zęby. Przestraszona skinęłam głową. Poprawił moje włosy, które spadły po obu stronach mojej głowy.
- Kocham Cię Addison - cmoknął mnie w usta.
- Też Cię kocham, Jason - wypowiedziałam ze strachem.
- Mam na myśli to, co powiedziałem przed laty jako dziecko. Jesteś moja i na zawsze będziesz - samochód ruszył ponownie. Odwróciłam się patrząc przez okno. On nie był moim Jaseyem. To był Jason McCann, przywódca gangu i bombowiec. Był potworem.


* Chodzi o takie fotele workowe, w środku wypełnione takimi kólkami
** Konsola do gry.
*** - || -
**** Urządzenie przekształcające energię mechaniczną w energię elektryczną



____________________________________________

Więc, tak jak mówiłam, mamy drugi rozdział.
Bożebożebożebożeboże.
Jason, co ty robisz?

JAK TY MOGŁEŚ JĄ UDERZYĆ, DRANIU?
Nienawidzę go.
A wy, co sądzicie?

1. One

Przetarłam stół, zabierając z niego talerze i kładąc je na tace. Chodziłam jeszcze do szkoły, ale dorabianie jako kelnerka pomagało mi spłacić czesne. Z pełna tacą, ruszyłam do kuchni. Nadszedł czas zamknięcia, więc musiałam jeszcze tylko sprzątnąć i umyć stoły.Umieściłam naczynia w zmywarce.
- Addie, masz stolik - stwierdziła moja współpracowniczka Anne. Jęknęłam. Wyszłam z kuchni i wyciągnęłam mój notes z kieszeni w kurtce. Weszłam do jadalni. Podeszłam do stołu, gdzie siedziała jedyna osoba w jadłodajni.
- Co mogę Panu dzisiaj zaproponować?
Miał na sobie kaptur. Kaptur na głowie. Nie widziałam jego twarzy. To było dziwne. Było lato, nie było zimno. Spojrzał z nad jego menu. Miał kawowo kolorowe oczy. Wydawał mi się tak znane. Zorientowałam się, że się w nich zagubiłam. Odchrząknął, sprawiając że wyrwałam się z transu i skupiłam swoją uwagę z powrotem na nim.
- Chcę kawałek szarlotki i kawę
Włożyłam notes z powrotem do kieszeni. Nie musiałam tego zapisywać.
- Chce Pan śmietanę i cukier?
Potrząsnął głową, kładąc menu.
- Chcę czarną
Skinęłam głową.

Kiedy opuścił swoje menu, miałam czysty widok na jego twarz. Wyglądał znajomo. Bardzo, bardzo znajomo. To mnie zjadało. Odwróciłam się i odeszłam. Poszłam do kuchni. Nalałam kawę do kubka i wzięłam kawałek jabłecznika. Wróciłam z kuchni i umieściłam rzeczy na stole przy którym siedział. 
- Dziękuję
Skinęłam głową w odpowiedzi.
Podchodziłam do innych stolików czyszcząc je i ustawiając, by wszystko wyglądało idealnie.
Usłyszałam dźwięk dzwonka sygnalizujący, że klient wyszedł. Podeszłam do stołu, gdzie wcześniej siedział i wyczyściłam go biorąc talerz i kubek do kuchni.



- Jesteś pewna że możesz zamknąć, Addie?
Skinęłam głową i pchnęłam ją za drzwi.
- Tak Anne, poradzę sobie - zachichotałam.
- Proszę, idź się bawić
Westchnęła.
- Nie chcę Cię zostawić - odwróciła się w moją stronę, gdy stała przed drzwiami trzymając torebkę.
- Nic mi nie będzie - zacięłam się na chwilę - Po prostu idź
Pociągnęła mnie do uścisku.
- Dzięki, Addie
Uśmiechnęłam się kiwając głową.
- Idź Kopciuszku, masz czas do północy
Zachichotała, gdy przechodziła przez drzwi.
- Cześć, Addison
Pomachałam.
- Hej, Anne - zamknęłam drzwi.



Włączyłam telewizor gdy zamiatałam podłogę. Aktualności przerwały program, który właśnie oglądałam.
"Najświeższe wiadomości. Lider gangu i bombowiec Jason McCann został zauważony na tym obszarze. Radzimy zostać w swoich domach i zamknąć drzwi"
Dyszałam. Przerwałam sprzątanie i podbiegłam do drzwi baru zablokowując je. Byłam tak zdenerwowana, że upadły mi klucze. Pochyliłam się zbierając je szybko. Ponownie zaczęłam grzebać kluczami. Słyszałam szelest w oddali. Pobiegłam i przekręciłam klucz w zamku otwierając je, po czym zamykając. Szelest stawał się coraz głośniejszy, jakby coś lub ktoś zbliżało się. Szłam szybko w stronę samochodu. Otworzyłam drzwi i zamknęłam je szybko. Uruchomiłam drzwi. Odjechałam szybko. Wzięłam głęboki oddech, gdy się uspokoiłam. Byłam bezpieczna.

Otworzyłam drzwi do mojego mieszkania. Sięgnęłam do włącznika światła, ale włączyło się one automatycznie. Nagle poczułam że moje tętno przyspiesza. Moje dłonie zaczęły się pocić, a ja czułam się strasznie nieswojo. Podniosłam lampę. Usłyszałam chrapliwy śmiech.
- Addie, to naprawdę jest najlepsze, co możesz zrobić? - głos nie był mi jeszcze znany tak, jak jest mi znany w tym momencie. Zacisnęłam ucisk na lampie.
- Nie wiem dlaczego tu jesteś, ale mam pieniądze, które chcesz, możesz je wziąć
Usłyszałam śmiech ponownie, tylko że brzmiał, jakby ktoś był jeszcze bliżej mnie.
- Nie chcę Twoich pieniędzy, Addison - głos był jeszcze bardziej blisko. Moje serce waliło coraz szybciej i szybciej.
- Przyjechałem tu po Ciebie
Zaczęłam walczyć starając się uderzyć go lampą, ale po chwili poczułam, jak moje ciało drętwieje.
- Cii, cii, cii... Zrelaksuj się, kochanie - pogładził mnie po włosach. To była ostatnia rzecz, którą czułam, gdyż potem wszystko stało się czarne.

_____________________________________________

Oto jest: drugi rozdział! Rozmawiałam z autorką i dostałam zgodę na tłumaczenie, więc.. Teraz mogę już normalnie dodawać rozdziały c:
Możliwe, że jeszcze dzisiaj ukarzę się następny, ponieważ dzisiaj wyjeżdżam, i nie mam mnie do niedzieli.
Eh.
Ale cóż, na razie łapcie i cieszcie się z drugiego rozdziału c;

twitter

czwartek, 4 lipca 2013

0. Prologue

- Jasey, przestań – zachichotałam gdy Jason łaskotał mnie po bokach. Byliśmy w parku, zawsze tak bywaliśmy. Mieliśmy 12 lat, park był najlepszym miejscem do odwiedzania. Uśmiechnął się porażająco a jego palce nadal się poruszały, łaskocząc mnie po bokach.

- Powiedz „Kocham Jasona McCanna bardziej niż cokolwiek na świecie”

Zachichotałam.
Moje boki zaczęły boleć od bycia tak bardzo łaskotanymi.
- Kocham Cię Jasonie MacCannie bardziej niż cokolwiek na świecie
Skończył mnie łaskotać. Ból ściskał moje boki, nadal chichotałam.
- Wyścig do huśtawki – wstałam i strzepnęłam trawę z dala od moich moich spodni. Pobiegłam do huśtawek.  Jason był szybszy niż ja, ale zawsze dawał mi wygrać.
- Jason, popchnij mnie wyżej – zachichotałam. Jason popchnął mnie na huśtawce. Słończe zaczynało zachodzić. Jason i ja mieliśmy być w domu zanim włączy się oświetlenie uliczne.
- Jasey, robi się późno, może powinniśmy iść do domu – zeskoczyłam z huśtawki.
- Ok – podszedł do mnie. Trzymał mnie za rękę przeplatając palce z moimi. Jason był moim chłopakiem. Był najlepszym człowiekiem na świecie. Kochałam go bardziej niż cokolwiek innego. Mieszkaliśmy na tej samej ulicy. Nasi rodzice byli przyjaciółmi i tak się poznaliśmy. Byliśmy nierozłączni od dnia, w którym się spotkaliśmy.
Szliśmy ramię w ramię w dół ulicy.
- Jasey, wyjdziemy razem za mąż? – zapytałam z nadzieją, on uśmiechnął się krzywo.
- Tak, będziemy razem na zawsze – skręciliśmy w róg znajdujący się na naszej ulicy. Wszędzie byli policjanci. Byli w domu Jasona.
- Jasey, co się dzieje? – stałam się zmartwiona.
Żółta taśma była wokół jego domu, a tłum ludzi chodził naokoło budynku. Moja mama rozmawiała z policją w moim domu.
- Zapytajmy moja mamę – pobiegliśmy do mojego domy, który był naprzeciwko jego.
- Mamo, dlaczego Ci wszyscy policjanci są w naszym domu?
Mama spojrzała na Jasona z oczami pełnymi smutku.
- Jason, możesz pójść ze mną? – zapytał policjant. Jason spojrzał na mnie, a potem na policjanta. Puścił moją rękę i podszedł do niego. Mama owinęła mnie w ciasnym uścisku. Nie rozumiałam, co się dzieję.
Wtedy usłyszałam to. To był Jason. Moja matka puściła mnie. Usłyszałam odgłos okrzyków Jasona. Nigdy nie słyszałam wcześniej jego krzyku. Nie rozumiałam, dlaczego był smutny, dopóki nie zobaczyłam ciał przewożonych na noszach. Rodzice Jasona zmarli.



Deszcz walił w okno. Patrzyłam na nie bez celu. Jason miał mnie opuścić. Gyd jego rodzice zmarli, musiał iść mieszkać do ciotki i do wuja, którzy mieszkają w Las Vegas. Ostatnio widziałam go na pogrzebie jego rodziców, a było to prawie tydzień temu. Szedł pożegnać mnie. Czułam się tak smutno i samotnie.

Spojrzałam w okno czekając na niego aż tu przyjdzie. Widziałam jak nieznany samochód zatrzymał się. Jason wysiadł z auta. Uśmiechnął się ożywiając mnie. Podeszłam do drzwi, otwierając je.

- Jasey
Przyciągnął mnie do uścisku.
- Będzie mi Ciebie brakowało – wymamrotałam przez łzy spływające mi po twarzy.

- Ja będę tęsknić bardziej – odsunął się – Obiecaj mi, że zawsze będzie moja.

Skinęłam głową.

- Będę Twoja na zawsze, obiecuję
Pochylił się i umieścił pocałunek na moich ustach. Odsunął się. Klakson zatrąbił wskazując, że ma się spieszyć.
- Zadzwonię do Ciebie. Kocham Cię
- Też Cię kocham
Odszedł wsiadając do samochodu i pozostawiając mnie. Położyłam palec na ustach. Jason nigdy wcześniej mnie nie pocałował. Czułam mrowienie. Patrzyłam jak samochód rozpęsza się na ulicy, aż zniknął z pola widzenia.
Przekonałam samą siebie, że to nie był koniec. Jason obiecał, że będziemy razem na zawsze, a ja mu wierzyłam. To nie był koniec.



Czekałam dni, tygodnie, miesiące. Nigdy nie zadzwonił, nie wysłał sms’a, nie napisał. Zapomniał o mnie. Zamykałam się w swoim pokoju i płakałam godzinami po pierwszych kilku miesiącach, ale potem mi minęło. Zapomniałam o Jasonie. Stał się odległym wspomnieniem. Był kimś, o kim starałam się nie myśleć. Nie pamiętam obietnicy którą złożył gdy miał 12 lat. On nigdy nie zapomniał o czym myślał, gdy mówił, że jestem jego.


________________________________________



Więc, oto za nami pierwszy krok - prolog :) Przeczytałam parę rozdziałów tego ff i jest świetne, naprawdę. Warto czytać c:



+ przepraszam jeśli ktoś tłumaczy już to fanfiction, ale nie mogłam znaleźć tłumaczenia. Przykro mi też, ale nie skończę tego tłumaczyć, ponieważ przetłumaczyłam już go trochę i szkoda mi mojego czasu. Dziękuję.